Witam,
Okres niepiśmienny związany był z chęcia nauczenia Was pokory (aby cieszyć się z tego co macie, to live the life, not the expectations ). Jestem taki mądry, ponieważ istnieje też drugi powód przerwy. Byłem na obozwie wędrownym w górach zwanym mezir . Zostałem tam zaproszony przez poznane w Latakki dziewczyny - Dianę i Shazzę, za co im bardzo podziękowałem. Naturalnie nie miało to nic wspólnego z moim trainee programme tutaj. Po usłyszeniu oferty nie wahałem się długo, musiałem tylko spytać dr Ali Ali, co on na to, a on na to lato. Lato masz przecież, wakacje, odpoczywasz, jedż! Pojechałem.
Nie sama wszak Latakia, jazda mini-busem po górach - turystyki część 2.
Przed wyjazdem na mezir wybraliśmy się na wycieczkę po górach organizowaną przez tutejszy uniwersytet. Była to wycieczka w stylu "ok, teraz ja zatrzymuję samochodów, a wy możecie wyjść na zewnątrz i porobić fotki. Nie odchodźcie za daleko, macie 5 min". Mimo wszystko widoki były piękne, podróż mini-busem wraz z dwoma Europejczykami i piętnastoma Arabami płci obojga pouczająca i ciekawa, a na domiar wszystkiego dane nam było zbliżyć się bardziej do mentalności żyjącego w dyktaturze społeczeństwa syryjskiego - odwiedziliśmy grób ojca obecnie panującego Master of Puppets - ex-prezydenta Mr Hafeza al-Assada.
Na miejscu zastaliśmy pokaźnych rozmiarów grobowiec, pozbawiony religijnej symboliki, jednakże zachowujący arabski styl. Wnętrze budynku jest symboliczne - przepastna pustka koncentruje się na środku, gdzie leży trumna ze szczątkami ex-prezydenta, koło trumny stoi głośniczek przez który słychać odtwarzane czy to wersy Koranu, czy wyrazy współczucia możnych tego, Bliskiego świata . Wysoko umiejscowione sklepisko, limit na liczbę gości będących wewnątrz, minimalizm w ornamentyce, dominacja linii i kątów prostych, brak kontrastu barw - wszystko to wydaje się być po to, aby skupić uwagę odwiedzającego w jednym punkcie. Podążanie wzrokiem za jakimkolwiek kształten, cieniem, próba zawieszenia wzroku na odmiennej od pozostałych barwie, posługiwanie się zmysłem słuchu - to wszystko nieodmiennie przypomni odwiedzającemu o charakterze tego miejsca i "Wielkiej Czci", którą powinien oddać leżącym w centrum szczątkom. Nieopodal leży trumna, połozona jakby od niechcecnia - zawiera zwłoki starszego syna ex-prezydenta, który zginął w wypadku samochodowym. Pierwotnie to on, a nie Mr Baszar miał dzierżyć władzę po ojcu, jednakże woda w której był kąpany była zbyt długo podgrzewana, próbował zwiększyć swoje kompetencje jeszcze za rządów ojca, za co został oficjalnie wygnany z kraju. Nieoficjalnie pozostał wojskowym agentem, który zginął w trakcie jednej ze swoich misji. Dane nam było wpisać się też do księgi pamiątkowej, nie SPRAWDŹ SPRAWDŹ omieszkałem złożyć kilku słów dziękczynienia panu byłemu prezydentowi. [To SPRAWDŹ SPRAWDŹ to typowy chochlik drukarski, wzielo sie to stad, ze piszac notke bez dostepu do google nie bylem pewny, czy poprawna forma jest "omieszKalem" czy "omieszalem". Sprawdzilem, mialem racje, zapomnialem usunac edytorski przypis. Zostawie to potomnym, zeby pokazac ze bloggerem kazdy byc moze - przyp. Autor] Podziekowalem mu chociażby za to, że nie urodził się w Polsce i masakra w Hamie nie była masakrą w Białymstoku.
Wieje.
W restauracji w której się stołowaliśmy, kilku chłopaków usłyszało dźwięki muzyki nawołującej do tańczenia dabke. Chwycili się pod ręcę i jakby nigdy nic zaczęli hulać wkoło, obejmując się. Tego typu spontaniczne reakcje na "środowisko" obserwuję tutaj częściej, niż w Polsce.
Przy szaju i achłie - rozmówki europejsko-arabskie, część 2.
Wracamy w wycieczki, skoncentrowani w mini-busie. Kiedy już wszyscy zaśpiewali po piosence w języku ojczystym (czyli polskiej, austriackiej, hiszpańskiej i 15 egipskich), pozostał już tylko set zapewniany przez kierowcę i jego radio. Fajne partie instrumentalne, bębny ale i lutnie, trochę elektroniki, czasem nawet jakiś podkład hip-hopowy - niestety większości z nich towarzyszy ślimakowaty, zawodzący wokal, zbyt często wykorzystująy słowo habibi [kochanie - przyp. Michasiowy].
- Samir, o czym jest ta piosenka? - pytam sąsiada.
- Hm, poczekaj... o miłości. - słyszę w odpowiedzi.
Mija pewien czas, kolejna piosenka.
- O, niech zgadnę, ta jest znowu o miłości? - męczę go dalej.
- Oczywiście, skąd wiedziałeś? - ze śmiechem mi odpowiada.
Kolejna piosenka, mniej popowy podkład, większe tempo, wyraźnie zaakcentowane partie perkusyjne.
- A ta będzie też o miłości? - naiwnie pytam.
- Tej nie znam, mogę Ci tłumaczyć na bieżąco słowa. - oferuje się Samir.
- Bardzo proszę.
- Więc... hm.. idę z wielbłądem, chusta jest mą tarczą. Nie ma wojny, czuję się zagrożony. Słońce mnie niszczy, ale i wskazuje. Wiem, że czekasz na mnie tam, gdzie ja wyczekuję wody. Widzę cię, nie, to fatamorgana. W końcu to Ty mnie poprowadzisz i będziemy razem, habibi.
- Haha, więc jednak. O ile nie chodzi o wielbłąda, rech rech - rubaszny nasz śmiech.
Samir ma 23 lata, po przetłumaczeniu mi słów piosenki, które to tworzą kończącą się szczęśliwie historie, zakłada słuchawki podłączone do telefonu i słucha piosenki śpiewającego o miłości gwiazdora egipskiego.
Z moich obserwacji oraz dalszej rozmowy wynika tyle, że nieskomplikowane piosenki o miłości są tutaj bardziej popularne, niż w Polsce, przynajmniej jeżeli rozważyc grupę moich rówieśników, dwudziestoparoletnich gości. Chodząc samotnie, zwykle mają słuchawki w uszach, ilekroć ich nie zapytam to słuchają piosenek o miłości. W radio lecą piosenki o miłości. Kanały muzyczne zapodają klipy z wielbłądami i kobietami zrzucającymi hadżaby w oazach po to, by paść w objęcia ukochanego pasterza (ten znowu wozi się na wielbłądzie w nie lada bluzce, chociażby Armani). Najbardziej popularny tutaj taniec, dabke , jest uskuteczniany przy piosenkach o miłości.
- Samir, chciałbym zapytać szczerze, jak na głupiego turystę przystało, czy miałeś już dziewczynę ? - zapytuję towarzysza.
- Haha, bardzo chętnie z tobą pomówie na ten temat. Nie miałem jeszcze, mało kto w moim wieku ma bądź miał w Egipcie dziewczynę, podejrzewam że w Syrii jest z tym jeszcze gorzej, a Ty miałeś ? -
Ciśnie mi się na usta "ależ oczywiście, że tak!"
- Mam teraz, miałem i wcześniej, chociaż nie mogę powiedzieć, żebym posiadał ich tuziny - ze śmiechem odpowiadam.
- Widzisz, u was to jest normalne, u nas jednak kiedy mówisz, że posiadasz dziewczynę, to w większości przypadków znaczy to, że masz zamiar wziąć z nią ślub i że cała rodzina, Twoja i jej, dobrze o tym wie - tłumaczy mi arabski znajomy.
- A w jakim wieku zawierane są małżeństwa? - pytam dalej.
- Ciężko powiedzieć, zwykle jest to około wieku 25-35 lat. - opowiada - Słuchaj, myślę, że to jest trochę trudniejsze tu, niż u was. Ja nie mogę spotykać się z dziewczyną sam na sam długo, podróżować z nią, całować, czy tym bardziej mieszkać przed ślubem. To wszystko okaże się dopiero po.
- Mówisz, jakby to było bardzo proste i oczywiste. Nie masz ochoty zwyczajnie zbliżyć się do płci przeciwnej, poznać, jak to jest w rzeczywistości? - ciągnę temat dalej.
- Ależ co w tym jest trudnego. Uważam, że jest dobrze tak, jak jest. Jeżeli masz na myśli jakieś biologiczne sprawy, to musisz wiedzieć, że zaspokojenie tego typu potrzeb poprzez np. masturbację jest jak najbardziej akceptowalne i dopuszczalne, dla obojga płci - bez cienia zażenowania tłumaczy mi Samir.
- Nie miałem na myśli.. - próbuję się tłumaczyć.
- Zdecydowanie uważam, że te dwie rzeczy należy rozdzielić. Zresztą, kochać to nie jest nic trudnego - przerywa mi kompan, po czym ze śmiechem kończy - zresztą będę przygotowany chociażby poprzez te piosenki.
Chłopcy tutaj dają sobie buzi na przywitanie i pożegnanie, w policzek, po kilka razy, niczym sowieccy przywódcy. Dobrzy koledzy chwytają się pod rękę, "nad łokcie", że się tak wyrażę, i spacerują ze sobą. Jednocześnie tych samych chlopcow imają się często niewybredne żarty na temat homoseksualistów. Dziewczyny mniej się z tym afiszują. Mam na myśli okazazywanie czułości osobom płci tej samej, a nie żarty z homoseksualistów.
Nie sama wszak Latakia, wędrowanie po górach, Mezir - turystyki część 3.
Zaczęło się tak, że była niedziela i zachciałem odwiedzić jakiś bliski mi Dom Boży, więc spytałem się kolegów Arabów, jak jest kościół katolicki po arabsku. Dostałem 5 różnych wersji, spisałem te, które powtórzyć było najłatwiej.
W oparciu o wzrodzoną bystrość, i zasłyszane już konstrukcje językowe a także o ściągę w przewodniku Lonely Planet , wyrzuciłem w strone kierowcy zatrzymanej taksówki coś w stylu Salaam alaykum, ana urit asuk ila mata'm al-dar co powinno znaczyć "yo yo Brodaty Wuju, wieź moje szlachetne lico w stronę katolickiego przybytku Bożego". Jakoś się zrozumieliśmy, z tymże najwyraźniej kierowca nie jest Bratem Nauki Teologicznej i podwiózł mnie pod kościół ortodoksyjny. Nie nie, jedź pan dalej. Tym razem dostałem się pod kościół prostestancki. Źle! Ale w sumie lepiej. Ale dalej. Kierowca podwiózł mnie pod jakieś inne coś. Podziękowałem, zadzwoniłem do pracującego w szpitalu kolegi Karima, tego od uświadamiającej dyskusji w restauracji. On akurat kończył pracę, zaprowadził mnie do kościoła greko-katolickiego, wziąłem to. Na miejscu okazało się, że mszy na dzisiaj to już brak, ale są katolickie dziewczyny Syryjki, chętne do rozmowy. Porozmawialiśmy, umówiliśmy się na mszę we wtorek, po mszy na kawę i ciacho, mam wziąć kolegów. Msza po arabsku w tym obrządku okazała się ciekawym przeżyciem - 97% to kobiety, żywo gestykulujące i przeżywające Słowo Boże. Okazało się, że dzielę ławę z solistą - w pewnym momencie ów gość, mniej więcej rówieśnik, zaczął czysto i głośno chwalić Pana śpiewając pieśń, po arabsku, kościół ucichł, ksiądz też wyczekał do zakończenia tego solowego popisu. Brawa! Po mszy poszliśmy na ciacho, nawet z tym solistą, a imię jego to Miszel, czyli takie samo, jak moje.
W trakcie ciacha dziewczyny zaprosiły nas na 10-dniowy górski obóz wędrowny, na który się wybierają za trzy dni. Wstępnie zadeklarowaliśmy chęć, trzeba się skontaktować z naszymi supervisorami najpierw. Naturalnie nie chciałem jechać na 10 dni - raz, że to nie fair wobec uniwersystetu, który płaci mi więcej USD niż bardziej sumiennym chłopakom z biedniejszego niż Polska Jemenu, a dwa że 10 dni wobec 6 tygodni, które tu jestem to dużo, mogę zobaczyć coś innego. W efekcie pojechałem ja i mój turecki współlokator Umut, zamiarem zostania tam na 5 dni.
Na miejscu okazało się, że obóz jest nie tyle pielgrzymką (czego się spodziewałem), a odbywającą się kilka razy w roku otwartą imprezą kilkudziesięcioosobowej grupy znajomych, do której dołączają ich znajomi. Wyznania różne, osobowości też. Głównym przewodniczącym był katolicki ksiądz, zarzucił hasło obozu - How to chase your dreams succesfully, czy jakoś tak. Zostaliśmy podzieleni na 15 osobowe grupy, na terenie obozu było 3 obcokrajowców - ja, Umut i jakis pan z Francji, władający językiem arabskim. Krótkie streszczenie obozu :
- Syryjki tracą cierpliwość, kiedy zbyt często próbujesz im powiedzieć enti żamila/helła/latifa [jesteś piękna/fajna/miła]. Naturalnie robiłem to celem pochwalenia się i sprawdzenia nowo nabytego słowa/zwrotu.
- Ludzie są otwarci i sympatyczni ale wykorzystują to, że nie rozumiesz arabskiego i czynią sobie uciechy. Pierwszego dnia wędrówki kilka razy użyłem zwrotu photo , co by ustawić ekipę i zrobić fotkę. Spodobało się to reszcie i zaczęli mnie nazywać foto , wręcz było to używane jako okrzyk rozpoznawczy naszej grupy, powstały piosenki na ten temat. Pod koniec obozu dowiedziałem się, że jest w arabskim podobne wyrażenie - fołto , które znaczy mniej więcej tyle, co "wsadzać" i pomimo teoretycznie dwuznacznego charakteru jest już uznawane za jednoznaczne. Znaczenie jest wiadome.
- 5 dni, które przyjąłem, to absolutne minimum. Trochę czasu mija, nim przebijesz się przez zaśniedziały pancerz radosnego i krzykliwego tonu, pod którym znajduje się otwarty i chcący się podzielić z Tobą wrażeniami człowiek. Chociaż mam wrażenie, że dla mnie jako obcokrajowca czas ten był i tak skrócony.
- Arak jest niedobry, pachnie lukrecją, a ja jej po prostu nie lubię. Wiem, że niektórzy z czytających mogą mieć odmienną opinię, pozdrawiam ;)
- Na poznanie pięknych, niewysokich i rozległych gór pokrywających północno-zachodnią część Syrii po których dane nam było wędrować piesza wędrówka to za mało. Co więcej, rower to mało! Chyba kiedyś zaopatrzę się w motor z koszem. Asfaltowe, kręte drogi które tam spotkałem nie dają mi teraz spokoju. Ach, jakbym sobie z nich zjechał!
- Syryjczycy są hałaśliwi i tańczący, w zapraszający i niekrępujący sposób. Jalla, Miszel, jalla szabba! [dawaj Michasio, dawaj do nas! - mowa o tańczeniu dabke na środku ulicy do piosenki puszczonej z komórki].
- Nie zginiesz tam z pragnienia z głodu. Drugim zdaniem, które wypowiada mieszkający w tych górach Syryjczyk jest Enta turit maja? [chcesz wody?]. Pewnie, że chcę, spójrz na mnie i na moją butelkę! Co do pożywienia - bardzo popularne są tzw. habis al-nur [ciacho z pieca]. Dodam, że w Syrii ciężko uświadczyć chleba w bochenkach. Chleb tutaj jest znany nam pod postacią pity - cienkiego drożdżowego placka. Ciacha z al-nurów to po prostu złożone, zapieczone pity, zawierające w środku co tylko dusza zapragnie - ostre przyprawy w pomidorowym sosie, szpinak z serem, ser sam, mięcho z czymś itp.. ciekawy jest sam proces wytwarzania takich specjałów. Otóż habis al-nur charakteryzuje się tym, że jest robione na bieżąco przez stojącą nad rozżarzonym piecem babinkę, która przykleja surowe ciasto uformowane na kształt pity do wewnętrznych ścianek tego pieca, gdzie wypieka się chrupiący przysmak, który potem jest odklejany od ścianek i smarowany farszem, następnie, o ile jest potrzeba, zawijany i zapiekany raz jeszcze, już na ruszcie nad piecem. Taka przyjemność, zawierająca z 500 kcal, kosztuje wędrowca 10-20 SYP (0,6 - 1,2 zł). Takie piece spotyka się w co drugiej wsi. Sanepid by rozstrzelał.
- Nawiązałem mnóstwo kontaktów (względem czasu w którym tam byłem), które nie tylko zaowocują zwiększeniem licznika "Friends" na facebooku , mogą też okazać się bardzo pomocne przy dalszych podróżach po Syrii. Najważniejsze jednak były chwile w których mogłem pytać, mogłem odpowiadać, człowiek kontra człowiek. Dzięki wszystkim!
- A żebym sobie za dużo nie pomyślał, wyjazd zwieńczyłem połamanym paznokciem największego palca lewej stopy (w życiu bym nie pomyślal, że ludzkie ciało może być takie niebieskie) oraz małym zatruciem pokarmowym, które zostało już zażegnane. To problem z tymi naszymi nieprzyzwyczajonymi układami pokarmowymi tyle tu dobrego jedzenia..
Garść foto :
Czy tylko mi klimat tej wioski przypomina scenografię z pewnego smutnego filmu opowiadającego historię kobiety, której wiara w ludzi i chęć pomocy została wystawiona na cieżką próbę?
Dwa powyższe zdjęcia przedstawiają kobietę przygotowującą ciacha al-nur.
A to zdjęcie to ciacho w wydaniu wraz z ostrymi przyprawami
Bo nigdy nie może zabrankąć chęci na tańczenie dabke!
Brak braku chęci na tańczenie dabke ciąg dalszy.
Foto, foto, foto ! - o tak się bawiliśmy przy robieniu zdjęć.
Ciekawość w ludziach bliskiego wschodu zawsze żywa!
Powyższe foto ocieka zimnym w upał, owocowym sokiem owocu, jakim jest syryjska gościnność - zapytany o drogę gospodarz zaprosił na trawkę pod drzewka do swojego sadu, przyniósł z pomocą dzieci tacę z sokami i colą wraz z lodem, uzupełnił zapasy wody
No po prostu Alladyn.
A tu ciekawostka - nasza grupa pobłądziła pierwszego dnia, więc poprosiliśmy mieszkańca wsi, co by nas podwiózł do celu swoją małą ciężarówką za kilka dolarów.
Umęczony wędrówką w conversach współlokator Umut.
A tu mój Dream Team - początkowy zwany "nasz" od "ijitnasz", czyli dwanaście, jednakże potem to już "foto".
Prawie, jak w Beskidzie Sądeckim, z tymże bardziej sucho.
Tańczenia dabke ciąg dalszy.
Tym sposobem spędziłem już w przyjaznej mi Syrii dwa tygodnie. Jutro kolejna wypłata. Zachęcam do przejrzenia zdjęć ze wspomnianych tu wydarzeń, głównie chodzi o świeży folder Syria_4 oraz o końcowe zdjęcia ze starszego już folderu Syria_3
Dziękuję za uwagę i do zobaczenia! Jako, że u mnie zbliża się już 2 w nocy, muszę biec do akademika i pozdrowić was w taki oto sposób - tisbaH' ala khayr!















































o ziom - czytam i śmieję się i ślina cieknie mi na myśl o tamtejszych specjałach,
OdpowiedzUsuńpozdrawiam z gorącego podkarpacia ;]
No to mnie urządziłeś. Nie jestem w stanie tłumaczyć kwiecistych Twych wypowiedzi na równie kwiecisty angielski, dlatego, dopóki współlokator mój nie posiądzie znajomości polskiej mowy, zagadką pozostanie dla niego źródło głośnej mej radości... Ja też chcę do otwartych ludzi i do szefa, który pozwala na 5 dni wolnego!
OdpowiedzUsuńpozdrowienia. tak fantastyczne. że tchu brak. Też bym tak chciała.jak ochłonę napiszę wiecej
OdpowiedzUsuńJola
Ciekawe zdjęcia. Soczysta polszczyzna. walor edukacyjny.Niecierpliwie czekam na równie pelną emocji nastepną relację. pozdrowienia i buziaki od Asi
OdpowiedzUsuńBaby nie lubiące zbyt dużej ilości komplementów ? Bracie, gdzie ty trafiłeś :P Ale patrząc na zdjęcia, czytając opisy niemal czuję na swojej skórze powiew tego urokliwego zakątka świata. Zwiedzaj, rozmawiaj, baw się i tańcz,
OdpowiedzUsuńtrzymaj się zdrów